Komentarz redakcji
Dzisiejsze dane z brytyjskich fabryk wyglądają na pierwszy rzut oka bardzo dobrze. Indeks PMI dla przemysłu, publikowany przez S&P Global, wzrósł w październiku do 52,8 pkt z 51,9 we wrześniu – to najwyższy poziom od pięciu miesięcy. Każdy wynik powyżej 50 oznacza wzrost. Produkcja rośnie siódmy miesiąc z rzędu i najszybciej od 25 miesięcy, zamówienia – najszybciej od lipca, a eksport – dziesiąty miesiąc z rzędu.
Nasza teza jest jednak taka: to wzrost bez nowych etatów i z rosnącymi kosztami. A to dla tysięcy Polaków pracujących w brytyjskich zakładach i dla polskich firm, które im dostarczają części lub usługi, oznacza raczej czas ostrożności niż świętowania.
Dowód pierwszy: zatrudnienie stanęło
Według S&P Global zatrudnienie w przemyśle w październiku się nie zmieniło. Skończyła się w ten sposób półroczna seria przyrostu miejsc pracy. Agencja Reuters, relacjonując dane, zwraca uwagę, że firmy – zwłaszcza mniejsze – wskazywały na wysokie koszty pracowników. Rob Dobson z S&P Global Market Intelligence stwierdził, że obawy przed możliwymi zmianami w polityce przełożyły się na rynek pracy.
W praktyce oznacza to, że fabryki wolą produkować więcej tymi samymi ludźmi – nadgodzinami, automatyzacją, lepszą organizacją – niż przyjmować nowych. Dla osoby, która już pracuje, to raczej stabilizacja. Dla kogoś, kto szuka pracy w przemyśle lub liczy na przejście na stały etat z agencji, to gorsza wiadomość.
Dowód drugi: koszty rosną szybciej
Ceny surowców i materiałów, które kupują fabryki, rosną już 34. miesiąc z rzędu, i to w tempie jednym z najszybszych od czterech lat. Firmy przerzucają to na klientów – ceny wyrobów rosną najszybciej od trzech miesięcy. Dobson ocenił, że te dane „jeszcze bardziej skracają” drogę do podwyżek stóp procentowych przez Bank Anglii. O decyzji banku w tym tygodniu pisaliśmy osobno – tu ważne jest to, że droższy kredyt uderza w firmy, które finansują zapasy i maszyny na kredyt.
Do tego dochodzi płaca minimalna. Rząd ogłosił 28 października, że od kwietnia 2027 r. National Living Wage wzrośnie o 3,9 proc., do 13,21 funta za godzinę. To dobra wiadomość dla najniżej zarabiających – wielu z nich to imigranci, także z Polski. Dla małego zakładu oznacza to jednak kolejny wzrost kosztów, który trzeba gdzieś zmieścić.
Co z tego wynika dla Polaków
Pracownicy fabryk i magazynów: jeśli macie stały kontrakt, dobre wyniki zakładu to argument w rozmowie o podwyżce lub premii. Jeśli pracujecie przez agencję, nie zakładajcie, że wzrost zamówień automatycznie da etat – dane mówią raczej o zamrożeniu rekrutacji. Warto znać swoje prawa: od kwietnia 2027 r. stawka minimalna dla osób od 21 lat to 13,21 funta.
Polskie firmy-podwykonawcy w UK (części, obróbka, transport, utrzymanie ruchu): to dobry moment, by przejrzeć umowy. Jeśli macie stałe ceny na rok, a wasze koszty materiałów i płac rosną, potrzebujecie klauzul waloryzacyjnych. Klient, któremu rosną zamówienia, ma też większą przestrzeń na rozmowę o cenie niż w czasie spowolnienia.
Eksporterzy z Polski: S&P Global wymienia UE wśród rynków, z których rośnie popyt na brytyjskie towary. To dowód, że łańcuchy dostaw między UK a kontynentem działają – ale i że konkurencja o zamówienia brytyjskich fabryk nie słabnie.
Druga strona
Trzeba uczciwie dodać: PMI to ankieta wśród menedżerów, a nie twarde dane o produkcji. Zbierano ją 12–27 października, przed ogłoszeniem budżetu. Oficjalne dane, które przytacza Reuters, pokazują jednak, że produkcja przemysłowa w 12 miesiącach do sierpnia wzrosła o 3 proc. Optymiści powiedzą, że po budżecie, który według Reutersa w dużej mierze oszczędził firmy przed podwyżkami podatków, fabryki zaczną też zatrudniać. Może tak być. Na razie jednak liczby mówią: więcej pracy, ale nie więcej miejsc pracy.
Źródła:
Analizujemy merytoryczne sprostowania i stanowiska. Zmiany istotnych faktów oznaczamy w publikacjach.
Napisz do redakcji →


